|
poniedziałek, 26 września 2011
Mistrz Greg
Długo na tę chwilę czekał. Warto było. Po GP Chorwacji Greg Hancock mógł się cieszyć.
Żużlowiec jest już pewny tytułu Indywidualnego Mistrza Świata. Odbierze go Tomaszowi Gollobowi, który w tym sezonie radzi sobie różnie. Liczne upadki na torze, słabsze występy - przełożyły się na piątą pozycję w klasyfikacji generalnej cyklu przed GP Polski w Gorzowie. Hancock po raz drugi świętuje tytuł mistrza świata. Najbardziej doświadczony ze stawki. Przez lata pomijany, niedoceniany, ale zawsze w czołówce. Czekał i się doczekał. Rywale po ostatnim biegu w GP Chorwacji spieszyli z gratulacjami. Hancock to jeden z najlepszych żużlowców, teraz najlepszy. O drugie miejsce pozostaje walczyć Andreasowi Jonssonowi i Jarosławowi Hampelowi, których dzieli punkt. Niewykluczone, że obaj mogą wypaść poza podium cyklu GP. Z tyłu jest tłoczno, ale medal IMŚ to coś niepowtarzalnego i wyjątkowego. Ratunku! Claudio pomocy!
Gasperini się nie sprawdził. Za wysokie progi. Przegrać z Milanem w Superpucharze - można przeboleć, ale to mecz z odwiecznym rywalem. Z Trabzonsporem w Lidze Mistrzów? Z debiutantem? Coś jest nie tak. Z Novarą z Serie A. Tego już za dużo. Koniec tego dobrego!
Na kłopoty - Ranieri. Doświadczony szkoleniowiec ma odbudować Inter, który po odejściu Jose Mourinho stracił swój blask. Ranieri żadnej pracy się nie boi. Wyzwanie podjął. Pracować z presją doskonale potrafi. Prowadził m.in. Valencię, Chelsea, Juventus, Romę. Kluby z absolutnego europejskiego topu. Może nie Top Topu, ale z Topu. Drużyny nieanonimowe. Inter potrzebował trenera, który zna się na swoim fachu i ma doświadczenie w pracy na najwyższym poziomie. Gasperini sobie po prostu nie poradził. To była zbyt pochopna decyzja Morattiego. Doświadczony Gasperini nigdy nie pracował w tak utytułowanym klubie i wyzwaniu nie sprostał. Inter chce wrócić na szczyt. Odzyskać mistrzostwo Włoch i ponownie liczyć się w Europie. Za sterem zasiadł Ranieri. Gdzie doprowadzi Inter? Biton uzależnia
Kibice Wisły Kraków cieszyli się, że mają takiego napastnika jak Dudu Biton. Cieszą się nadal. Przez długi czas trzymali kciuki za jego dobrą formę. Izraelczyk strzelał, strzelał i cały czas strzela.
Dopiero w 8.kolejce T-Mobile Ekstraklasy na listę strzelców wpisali się kolejni piłkarze Białej Gwiazdy. Bramki Ruchowi strzelili Andraż Kirm i Junior Diaz. David Biton robi swoje. Rolą napastnika jest zdobywanie bramek. Styl się nie liczy. Nie musi grać super meczu. Dostanie piłkę w odpowiednim meczu i może zmienić losy spotkania. Genkow jest kontuzjowany, ale w Krakowie chyba za Bułgarem nie tęsknią. Wypożyczony Z Charleroi napastnik stał się pierwszoplanową postacią Wisły. Przyćmił Patryka Małeckiego, który spuścił z tonu. Dużo mówi się o Maorze Meliksonie, ale nie w sensie czysto piłkarskim. Biton zdobywa bramki i zapewnia Wiśle punkty. Wiśle, która po porażce z APOELem w eliminacjach Ligi Mistrzów i słabszym początku w ekstraklasie wraca na właściwe tory. Styl gry pozostawia wiele do życzenia. Biała Gwiazda na szczęście i Bitona. To w lidze wystarcza do zdobywania punktów. Biton z kolei w Lidze Europejskiej z Odense zmarnował kilka sytuacji. Wisła przegrała. Strzela w lidze, może przełamie się w Europie?
środa, 14 września 2011
Skoczny Wojciechowski
Nasz mistrz świata. Paweł Wojciechowski w Daegu skoczył 5,90 m, co dało mu złoty medal.
Niestety, jak się okazało - jedyny. Jednak docenić trzeba wyczyn Pawła Wojciechowskiego, które z pewnością jest przyszłością polskiej lekkiej atletyki. Złoto mistrzostw świata na początku kariery - to wielkie osiągnięcie. Wojciechowski ma rekord życiowy 5,91 m. Myśli o przeskoczeniu sześciu metrów. Jego pracowitość, upór, skromność i przede wszystkim umiejętności, pozwalają sądzić, że cel ten osiągnie. Wojciechowski to lider. Chłopak, które może wygrywać kolejne zawody i wielkie imprezy. Cieszy, że ma wsparcie w osobach Mateusza Didenkowa i Łukasza Michalskiego. Trzech Polaków w finale MŚ w Daegu, to było coś wspaniałego. Męska tyczka się odradza! A, gdyby tak trzech stanęło na podium w Londynie? Byłoby pięknie. Na teraz - marzy nam się choćby jeden medal. Wiadomo, kto jest w stanie go zdobyć. Zbyt silny Kliczko
Witalij Kliczko okazał się przeszkodą nie do przejścia dla Tomasza Adamka. Polak poniósł drugą porażkę w karierze na zawodowym ringu.
Przed walką, rzecz jasna były nadzieje, które kazały wierzyć w triumf polskiego boksera. Eksperci twierdzili, że będzie trudno. Niektórzy mówili wprost - Adamek nie da rady. Nie dał. Adamek wytrzymał 10 rund. Kliczko uderzał jak chciał, kiedy chciał. Był lepszy. Po prostu. Jego doświadczenie, umiejętności, charakter przemówiły. Adamek był bezsilny.
Niektóre głosy mówią, że królewska waga nie jest dla Adamka. Polak jest tam trochę na siłę. Waga ciężka to spełnienie marzeń. Świat najlepszych, najpotężniejszych. W nim chciał się odnaleźć Tomasz Adamek. Walki z Arreolą, Grantem czy Gołotą wygrał. Jednak to byli pięściarze z niższej półki. W starciu z wielkim bokserem, jakim jest Witalij Kliczko, Góral okazał się zwyczajnie gorszy. Brawo za serce i za ambicje. Ale porażka jest porażką. Może ta walka przyszła za szybko. Adamek dopiero oswaja się z wagą ciężką, uczy się jej. Szybko dostał potężny cios. Teraz zastanawia się nad swoją przyszłością i myśli o kolejnej walce o pas. Adamek nie chce walczyć ze średniakami. Cały czas chce być na topie. W wielu rankingach znajduje się w czubie. Uznawany jest za jednego z najlepszych. Poza konkurencja są bracia Kliczko. Adamka wymienia się jednym tchem obok Powietkina, Hayea, Czagajewa czy Heleniusa.
Kliczkowie panują w wadze ciężkiej. Na horyzoncie nie widać nikogo, kto byłby w stanie ich pokonać. Polak dostał szansę walki o pas mistrzowski, ale nie udało się. Z pewnością Adamek jeszcze wróci na ring. Zapewne w wadze ciężkiej.
sobota, 13 sierpnia 2011
Bez ojca jest lepiej
Bez ojca trenera. Potwierdza to Agnieszka Radwańska. Liczne spory, kłótnie, niejasność sprawiały, że Isia nie potrafiła wznieść się na wyżyny. Gdy ojciec - trener Robert usunął się w cień jest lepiej.
Dostrzegają to wszyscy. Może to przypadek, może i nie. Takie są fakty. Ojciec - trener usunął się w cień, a Isia zaczęła grać koncertowo. Zobaczymy, jak spisze się w US Open. W wielkich turniejach nigdy nie szło jej wybitnie. Może tym razem będzie inaczej. Wreszcie Agnieszka Radwańska wygrała jakiś turniej. Po trzech latach posuchy przyszedł sukces. Isia triumfowała w turnieju WTA w Carlsbad, gdzie w finale pokonała Wierę Zwonariową. A w kolejnym turnieju, w Toronto, jest już w półfinale. A ojciec zapowiada, że córka powróci do treningów z nim... Niech Agnieszka gra jak najlepiej i wraca do pierwszej 10 światowego rankingu. Determinacja Fabregasa
Dopiął swego. Francesc Fabregas z deszczowego Londynu wraca do Barcelony. Historia dość długa. Ciągnęła się. Liczne spekulacje, negocjacje i niezgodności. Niczym serial, ale w wersji mini. W końcu Arsene Wenger zrozumiał, że z niewolnika nie ma pracownika. Ponadto chyba stało się jasne, że Fabregas w Arsenalu się już wypalił - dał co mógł, ale sam tego wozu na szczyt doprowadzić rady nie dał. Pragnął wrócić do Barcelony, w której się wychował i styl doskonale rozumie. Fabregas będzie dziewiątym mistrzem świata w kadrze Dumy Katalonii. Na dodatek kolejnym wychowankiem. Perłą, które Barcie brakowało w koronie. Guardiola będzie miał ból głowy - gdzie Cesca ustawić na boisku. Chyba jakoś sobie z tym poradzi. W końcu ta długa saga zakończyła się pomyślnie dla Dumy Katalonii.
W Arsenalu Fabregas był gwiazdą, zawodnikiem numer 1. W Barcelonie tak nie będzie. Na czele jest Leo Messi. Ważna jest rola Xaviego i Iniesty. Fabregas będzie musiał wkomponować się w tę drużynę. Z pewnością odnajdzie się. Nie będzie zawodnikiem numer 1, na którym opiera się gra. Cesc poświęcił swoją pozycję w Arsenalu na rzecz Dumy Katalonii. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się prosta, wręcz banalna. Tylko w Barcelonie może się spełnić. Duma Katalonii od kilku lat zachwyca, nie tylko w Hiszpanii, Europie, ale i na świecie. Tak będzie przez kilka najbliższych lat. W pogoni jest Real Madryt, który z wielkim Jose Mourinho łatwo nie ustąpi. Fabregas wrócił do Barcelony, bo wie, że jako piłkarz może spełnić się tylko tutaj. Tu może sięgnąć po mistrzostwo, Puchar Hiszpanii czy Puchar Europy. W piłce reprezentacyjnej ma to, co najcenniejsze. W piłce klubowej nie jest tak kolorowo. Młodzież Arsena Wengera nie była w stanie wejść na szczyt. Nawet z liderem Fabregasem. Sam hiszpański pomocnik chciał się znaleźć na szczycie, zapisać się złotymi literami i w swojej karierze sięgnąć po najwyższe trofea. Zwyciężyło też przywiązanie do barcelońskich barw. Fabregas w Barcelonie zarobi mniej niż w Arsenalu, ale zyskać może znacznie więcej. Ljuboja bez nożyczek
Napastnik Legii Warszawa Danijel Ljuboja z miejsca stał się gwiazdą ekstraklasy. W naszej lidze nie było dotąd gracza o tak znanym nazwisku. 33-letni Serb od razu wzbudził wiele wątpliwość. Nazwisko jest, czyli trzeba będzie mu dużo płacić. Czy będzie mu się chciało grać? Niektórzy twierdzili, że będzie odcinał kupony. Ljuboja przyznawał, że jest Serbem i dla drużyny, w której gra będzie walczył. Słowa to jedno, boisko i tak zweryfikuje słowa.
Okazuje się, że Serb naszej lidze dodał kolorytu. Najpierw zaprezentował się na arenie europejskiej, gdzie pozostawił dobre wrażenie. W ekstraklasie pomógł Legii wygrać z Górnikiem, zdobył dwa gole. Świetnie rozumie się z Miroslavem Radoviciem. Mówi się o super serbskim duecie z Łazienkowskiej. Jak na razie Ljuboja i Radović współpracują bardzo dobrze. Wracając do Serba, który grał i we Francji, i w Niemczech - początek ma dobry. Prezentuje się niczym zawodnik z innej galaktyki. Widać ten styl, te umiejętności, które szlifował przez lata. Im dalej w las... Niech gra dobrze, z korzyścią dla Legii, która walczy w Lidze Europejskiej i dla ekstraklasy, która staje się bardziej interesująca. Niech Ljuboja będzie magnesem przyciągającym ludzi na stadiony, a także przed telewizory. Nożyczki nie są mu potrzebne.
czwartek, 04 sierpnia 2011
Jak Wach przyłoży
Mariusz Wach staje się coraz bardziej popularny. Mówi się o nim coraz więcej, docenia jego pracę i wygrane walki. W ostatnim pojedynku Polak nie miał litości dla Kevina McBride'a. McBride musiał przełknąć gorzką pigułkę, ponieważ Wach jest trzecim Polakiem, po Gołocie i Adamku, który pokonał tego boksera. Wach mocno uderzał swojego przeciwnika, który w czwartej rundzie posłał definitywnie McBride'a na deski. Huknęła wiadomość, że sam Władimir Kliczko chce podjąć się pojedynku z Wachem. Obie strony prowadzą negocjacje. Do pojedynku z pewnością dojdzie. Kliczko po wygranej z Haye'm dominuje w wadze ciężkiej, z pomocą swojego brata Witalija. Czy Mariusz Wach jest w stanie pokonać Ukraińca? Wach, w przeciwieństwie do Tomasza Adamka, idealnie pasuje do wagi ciężkiej. Ogromny chłopisko, wielki, potężnie zbudowany. Polak w odróżnieniu od Haye'a czy wspomnianego Górala nie ustępuje Kliczkom. Umiejętności ma spore. Z pewnością nie ma takiego obycia i doświadczenia jak Władimir. Jednak Mariusz Wach otrzymuje wielką szansę. Kto wie, czy nie większą niż Tomasz Adamek? Walka Wacha z Kliczką będzie ogromnym wydarzeniem i szansą dla polskiego boksera, aby stanąć na szczycie. Zabrać wszystkie pasy Władimirowi, to by było coś pięknego. Ciężka praca się opłaca
A najlepszym przykładem jest tu Konrad Czerniak. Ten, który uratował nasz honor na mistrzostwach świata w pływaniu.
Srebrny medal dla młodego pływaka to sukces. Nie jechał do Szanghaju jako faworyt, a jednak osiągnął sukces i wrócił do kraju ze srebrnym krążkiem. To sprawiło, że przed Czerniakiem otworzyły się nowe możliwości. Został członkiem Klubu Polska Londyn 2012, do którego zostanie oficjalnie dołączony 1 stycznia 2012 roku. Ponadto, jego stypendium zostało podwojone i środki na przygotowania są większe. Ciężka praca się opłaca. Sukces nie przychodzi ot, tak. Trzeba coś zrobić i solidnie się przyłożyć. Gdy go się osiągnie, można z niego czerpać, ale nie wolno spocząć na laurach. Cel dla Czerniaka: olimpiada w Londynie. |
Archiwum
Tagi
|